Przejdź do głównej zawartości

Rozdział 28

Jamie
Życie jest jak pieprzona ruletka. Raz jest dobrze. Raz jest źle. Czasami, to i to. Kiedyś myślałem że obrona świata jest dla mnie wszystkim. Kiedyś. Teraz mam co innego do roboty. Nadszedł czas by się przebudzić.
Właśnie kończyłem porządkować papiery, kiedy usłyszałem walenie do drzwi.
Kogo licho niesie? - pomyślałem.
Wstałem od stołu i poszedłem otworzyć.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Paula.
Wpuściłem go do środka, zamknąłem za nami, po czym oparłem się o ścianę i zapaliłem papierosa.
Smakował z początku obrzydliwie ale przez miesiąc zdążyłem się już przyzwyczaić.
Paul patrzył na mnie zszokowany.
- Zaczynam nowe życie Paul. A to dopiero początek... Z resztą jesteś Aniołem więc co się dziwisz? Chcesz jednego? - wysunąłem w jego kierunku paczkę miętowych po czym schowałem ją do kieszeni kiedy odmówił.
- Stary nie poznaje cię. - pokręcił głową.
- To czas żebyś poznał. - odepchnąłem się od ściany i skierowałem się w stronę kuchni. - Spagetti?
- Umiesz gotować? - spytał zszokowany Paul.
Przewróciłem oczami, a następnie podałem mu talerz z parującym makaronem.
Podszedłem do lodówki i wyjąłem z niej dwie półlitrowe butelki Coli.
Gdy już znaleźliśmy się przy stole a Paul wsuwał makaron spytałem:
Czym się aktualnie zajmujesz?
Paul przestał nagle jeść tak że z ust zwisał mu makaron i popatrzył na mnie w osłupieniu. Znowu.
A ja również po raz kolejny przewróciłem oczami.
W końcu mój brat przełknął jedzenie po czym odpowiedział:
Aktualnie jestem przywódcom Strażników. Moim zastępcą jest Nathaniel. Działam wśród Aniołów. Jednak bardziej Strażnikuje. Jakiś miesiąc temu przyznałem po śmiertelnie Kat order za odwagę i ...
Urwał widząc wyraz mojej twarzy.
Wstałem gwałtownie i zapaliłem papierosa.
Nie wiem czemu ale mnie to uspokaja.
- Jamie... - odwracam się tyłem do Paula. - Przepraszam.
Wyjmuje papierosa z ust po czym mówię przez zaciśnięte zęby:
Nigdy. O. Niej. Nie. Mów. Jasne? Nie. Pogodziłem. Się. Z. Jej. Stratą.
- Właśnie to przyznałeś. Nie pogodziłeś się. - powiedział Paul spokojnym tonem po czym wyszedł a ja padłem na ziemie targany zwierzęcym szlochem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

KOREKTA

Tak, wreszcie to robię. Do dzieła!!!

Epilog

Wszyscy na pozycje. - odparliśmy z Pearl jednocześnie. Staliśmy właśnie na wzgórzu na skraju lasu i wpatrywaliśmy się w kamienną górę. Fortece mojej matki. - Do boju. - powiedziała moja siostra cichym, acz donośnym głosem. Pierwsza faza ruszyła. Ich zadaniem było, przedarcie się do zamku. Następnej, pokonanie kogo trzeba, a ostatniej mojej, zdobycie fortecy. Faza pierwsza przebiegła prawidłowo. Natomiast przy drugiej zaczęły się schody. Poszło nam za łatwo. O wiele za łatwo. A to dlatego że... Nasza matka nie żyje...

Rozdział 32

Jensen nie dał na siebie długo czekać. - Co nie tak jest z twoją narzeczoną? - spytał Paul naszego gościa gdy ten się zbliżał. Jensen zbliżył się do stolika na werandzie i oparł się o niego. - Skąd mam wiedzieć? Nie widziałem jej przez pięć lat. - To tak jak Jamie. - odparł Paul. - Kto? - przewróciłem oczami. - Ja. Jamie to moje robocze imię. - mruknąłem.  - Do rzeczy. - podniósł się z miejsca Paul. - Alice i Jamie znaleźli ciało podczas patrolu. - I? - spytał drwiąco Jensen. - Dlaczego podejrzewacie... - Bo... - przerwał mu mój brat. - ... widziałem jak Pearl używała wpływu na Alice. - Co robi? - spytał zaskoczony nasz rozmówca. - I odchodziła wśród płomieni. - po tych słowach pokazał mu wizję. Tak jak się umawialiśmy. Gdy wizja już się skończyła Jensen patrzył w przestrzeń zszokowanym wzrokiem. - Ale A... Alice... - zaczął się jąkać. - Jest cała? Usunęliście wpływ? - Tak i w dodatku jej stanowisko też. Ale tak czy siak musimy się dowiedzieć czym jest. - I mi pewnie powiesz, że...